wtorek, 16 maja 2017

Miejsce dla inwalidy

W hołdzie Wieniediktowi Jerofiejewowi

Nawet moja matka nazywała mnie skurwysynem. Nie ze złości, tylko tak, pieszczotliwie. Kobieta pamiętała czasy, kiedy powietrze było czyste, a seks brudny. Teraz świeżego powietrza nie ma, za to seksu na każdym kroku wala się w bród.
O, nawet w tym momencie, żeby daleko nie sięgać, leżę w łóżku z Wioletą. Czy z tego wynika, że śpiącą koło mnie Wioletę jako ostatnią w kolejności dupczyłem? Prawdopodobnie, ale głowy bym za to nie dał ani żadnego z moich członków, zwłaszcza penisa. Prędzej rękę bym sobie dał urżnąć. Moja matka mawiała: „Mężczyzna może nie mieć ręki albo nogi, ale nie może być inwalidą”.
Zastanówmy się. Przecież pomiędzy jednym a drugim ciupcianiem jest czas przeznaczony na odrobinę refleksji. Wiele na to wskazuje, że przed Wioletą przewaliłem Andżelikę. Ale może to nawet było później, po Wiolecie? Człowiekowi wszystko się zlewa. No, ale powiedzmy, że wpierw wydupczyłem Wioletę i ona zasnęła, a dopiero potem dobrałem się do Andżeliki. Tak też być mogło.
„A co przedtem?” – zapytacie. „Kogo wcześniej ruchałeś, Beniu, jeszcze przed Andżeliką? Kogo jebałeś, Beniu, gdzie i za co?” Wszystkich, moi kochani, wszędzie i za wszystko.
Była impreza u mnie. Mieszane towarzystwo, ludzie stąd i stamtąd. Zjedliśmy, wypiliśmy i do dzieła. Ile można gadać? I o czym tu gadać, kiedy wszyscy wiedzą wszystko i nikt nic nie wie? Jak rozmawiać, kiedy nikt ani mówić nie umie, ani słuchać nie potrafi? Lepiej od razu się ruchać. A kto kogo i w jakiej konstelacji ujeżdżał, dokładnie nie powiem. Towarzystwo, jak mówiłem, wymieszane. Wszystkich nie wyliczysz. Wioleta, Andżelika, te dwie, a poza tym? Była jeszcze jedna na sto procent, chudy lachociąg z nerwowym tikiem koło oka, anoreksja nerwoza, robiła loda mnie i innym. Z wyglądu lesba, ale kto ją tam wie. Może i nie lesba. Dżesika jej było? Nie, nie Dżesika. Żaneta? Prędzej Żaneta.
No bo czym w ogóle jest imię? Czy pod innym imieniem lepiej by Żaneta wacka siorbała? Lepiej by mlaskała gruchę pod imieniem Ewelina? Lepiej by pałę ssała jako Roksana? Czy gdyby, dajmy na to, nie Żaneta była, lecz Luiza, czy już tylko z tego powodu gorzej by na drutach robiła?
Tutaj doszło do spięcia na tle pewnego nieporozumienia. Czytelnik mi wybaczy tę dygresję. Otóż gdy wychudzona na podobieństwo kościotrupa Żaneta moje berło polerowała, taki jeden typ, co się nie wiadomo skąd przypętał, łajza nieproszona, chciał mnie w trakcie tego obciągania stuknąć od tyłu w perskie oczko. Skąd on się napatoczył i kto go naraił? Wcale przy tym nie gej, bo sam go na własne oczy widziałem, jak wcześniej rypał Wioletę, co tu teraz śpi, a potem jeszcze taką jedną biodrzastą, z tłustym dupskiem, ostro bzyknął. Jak ona się nazywała? Zaraz, zaraz… Przelecieć ją przeleciałem, jak każdy, a godności nie pamiętam. Zabijcie, a nie przypomnę sobie. Gocha? Marycha? Jakieś zgrubienie to musiało być.
Obruszyłem się na niego, wracając do wzmiankowanego incydentu, i proponuję mu jak komu dobremu, łajzie skończonej, żeby swoją lagę był uprzejmy gdzie indziej wsadzić. On mnie przeprasza i że jest biseksualistą, powiada. A niech sobie będzie i biseksualistą. Co mnie do tego? Zresztą znajduje się wśród nas jeden gej, który jak raz wyszedł z klozetu, to jego niech zapina na tylną dziurkę ku obopólnej satysfakcji. Biseksualista na to, że gej tutaj obecny, owszem, jako taki jest, ale nieapetyczny, a ja w sam raz. I że nie zawsze taki był dwuznaczny, nie od małego ambiwalencją seksualnego pociągu się charakteryzował, ale ostatnio zauważył, że biseksualizm podwaja jego szanse na randkę w sobotni wieczór. Gdyż zawsze był człowiekiem samotnym.
A ja miałem kiedyś żonę. Jeszcze przed rozwodem. To, że moja żona udawała orgazmy, to nic takiego. Wszystkie kobiety umieją udawać orgazm. Za to mężczyźni potrafią udawać małżeństwo. Jednak za wiele mnie ten rozwód kosztował. W związku z tym już nigdy więcej się nie ożenię. Po co? Lepiej od razu znaleźć kobietę, której się nie lubi, i oddać jej połowę majątku.
– Zbudź się, Wiola! – mówię do śpiącej.
– Jak chcesz? – pyta zaspana i odsłania bruzdę.
– Potrenuj przysiady na kiju.
Trenowała Wiola przysiady na kiju jak jakaś gimnastyczka, jakby od małego dziecka w praktyki gimnastyczne była wprawiana, jak te małe Chinki na olimpiadzie, tak się wyginała.
– No i? – zapytała, gdy skończyła.
– Dziewięć punktów na dziesięć – powiedziałem, a ona ubrała się i poszła.
Też wyszedłem. A niby po co miałem zostać. Siedzieć sam w domu miałem i z nudów jak ten muł przy telewizji konia walić? Mogłem tego dnia parę spraw załatwić.
– Prospekt reklamowy pan weźmie? – zapytała mnie dziewczyna, na oko studentka albo z liceum taka, tylko że dobrze wyrośnięta, kiedy wsiadłem do auta.
– Nie wezmę. Idź sobie.
– Proszę wziąć, błagam! Bo nic nie zarobię. Zrobię panu loda.
– Dobra – zgodziłem się i rozpiąłem rozporek. – Ale z połykiem.
– Z połykiem, jak pan przejrzy – targowała się.
– Przejrzę.
Kiedy skończyliśmy, przekartkowałem prospekt sklepu meblowego, bo studentka patrzyła wyczekująco, zagryzając bananem, po czym pojechałem do banku, gdzie byłem umówiony na otwarcie konta. Kierownik już na mnie czekał.
– Jestem szczęśliwy, że jednak pan się zdecydował! – powitał mnie, emanując menniczą radością. Szeleścił garniturem jak nowy banknot.
– Wie pan, jest tyle banków – powiedziałem wymijająco.
– Tym bardziej się cieszymy z pana decyzji. Jako nasz nowy klient ma pan prawo do dowolnego rodzaju seksu z dowolną osobą z działu lokat – powiedział kierownik. – Woli pan skorzystać ze specjalnego prezentu na powitanie teraz czy może później, u siebie?
– Wolę teraz, jeśli można. Na wieczór mam inne plany.
– Wszystko można. Czego nie można? – zapewnił mnie kierownik, odbierając podpisaną przeze mnie umowę. – Proszę wybrać sobie którąś z pań z pokoju numer 11. Jeżeli woli pan mężczyzn, pokój numer 8 w końcu korytarza. Co do dzieci, to obecnie nie oferujemy.
– Wystarczy kobieta.
– Kamień spadł mi z serca! – gestem starego aktora teatralnego kierownik złapał się prawą ręką za wyimaginowane serce po lewej stronie. – Wykorzystywanie dzieci w celach promocyjnych niezupełnie jest zgodne z bieżącą polityką naszego banku – dodał, wkładając rękę od serca wprost do kieszeni.
Poszedłem do wskazanego pokoju i przyjrzałem się paniom pracującym przy komputerach. Dwie były w spodniach. Odpada, nie widać nóg. Jedna za stara. Przynajmniej dla mnie. Pokazałem palcem na blondynkę w spódniczce, która natychmiast podniosła się z krzesła i wyszła zza biurka. Miała zgrabne nogi w pończochach. Po uśmieszkach pozostałych pracownic poznałem, że to ją klienci zazwyczaj wybierają. Świeżo po studiach, najmłodsza. Odbywa tutaj praktykę.
– Mam na imię Ania – przedstawiła się, robiąc przy tym dyg jak uczennica ze szkoły żeńskiej, gdzie się uczy gry na pianinie, szydełkowania i francuskiego, po czym podała mi rękę ciepłą jeszcze od wklepywania danych. Podwinęła spódniczkę, obróciła się do mnie tyłem i oparła łokciami na biurku, wypinając zadek w moją stronę. Opuściłem jej stringi, rozpiąłem sobie rozporek i zaczęliśmy spółkować. Inne pracownice udawały, że nie patrzą. Obejrzałem się. Przez uchylone drzwi podglądał kierownik. Dałem mu znak podniesionym do góry kciukiem, że wszystko w porządku. Ale dość długo nie mogłem się spuścić. Nie to, że z Anią coś było nie tak, Ania była cacy, ale te kobiety w spodniach. Zwłaszcza stara mnie deprymowała. Ania starała mi się pomóc, wydając z siebie jęki jak operatorka telefonu erotycznego. A może faktycznie miała przyjemność? Z kobietami nigdy nie wiadomo.
A teraz na zakupy. No i wypadałoby coś zjeść. Niechcący przejechałem na czerwonym, ale mi się upiekło. Policjanci w radiowozie byli zajęci pobieraniem mandatu od innych nieuważnych kierowców. Jeden na przednim siedzeniu z kobietą, drugi na tylnym z mężczyzną.
Zaparkowałem przed supermarketem, jak najbliżej drzwi. Z dziesięć minut krążyłem, żeby się wcisnąć w wolne miejsce tuż przy wejściu. „A czemu – zapytacie – zawsze parkujesz jak najbliżej wejścia, Beniu? Czemu tracisz czas na manewry i bez potrzeby spalasz paliwo, które matka-ziemia produkowała miliony lat, zamiast stanąć jakieś pięćdziesiąt metrów dalej, gdzie jest pełno miejsca? Pięćdziesiąt metrów można przejść w dwie minuty, Beniu”. A bo ja wiem? – odpowiadam. Nie zastanawiam się nad tym, czemu robię to czy tamto. Gdybym się nad tym zastanawiał, tobym doszedł do nie wiadomo jakiego wniosku i do czego by to doprowadziło?
Bar szybkiej obsługi znajdował się na prawo od hali zakupów. Podszedłem do kontuaru.
– Zestaw standardowy na jedną osobę? – odezwał się do mnie chłopak w czerwonym uniformie. – W gratisie dupencja albo luj.
– Co jest w zestawie standardowym na jedną osobę?
– Podwójne frytki, podwójny hamburger i podwójny napój.
– A dupencja?
– Jedna dupencja w gratisie, do skorzystania na miejscu. Jebanko albo ciurlanie dropsa. Dla gejów jest luj. Tak samo jebanko albo ciurlanie dropsa.
– To ja poproszę zestaw standardowy i jebanko z dupencją w gratisie.
Po samotnym zjedzeniu podwójnej porcji udałem się z jedną z pracownic do pakamery obok toalety. Na drugim materacu inna dziewczyna dawała starszemu gościowi. Dziadydze nie stawał, dziewczyna ugniatała mu fiuta ręką, żeby stwardniał, a potem wpychała sobie do pipy, przewracając oczami. Słusznie mówią, że seks w pewnym wieku to jak gra w bilard za pomocą sznurka. Na trzecim materacu gej w średnim wieku rżnął młodego luja. Student zarabiający na czesne. Po odbytym stosunku gej życzył wszystkim miłego dnia. Zaliczyłem dupencję, wziąłem wózek i skierowałem się do hali zakupów. Przed bramką zaczepiły mnie dwie gimnazjalistki.
– Pan kupi mi szminkę!
– A mi lakier!
– Za młode jesteście, żeby się malować – powiedziałem.
– Oj tam, wujek! Damy ci zaruchać.
– Obie?
– No.
– To poczekajcie.
Jeździłem wózkiem między regałami. Przy kosmetycznym szminka i lakier do paznokci, przy piekarniczym chleb krojony, przy spożywczym ser i łosoś, dwa wina…
– Może ten pan nam pomoże rozstrzygnąć nasz odwieczny spór? – przy stoisku z alkoholem zwrócił się do mnie facet w skórzanej kurtce, ciemne przylizane włosy, mały czarny wąsik.
– O co chodzi? – zapytałem.
– Rzecz w tym – odpowiedział drugi mężczyzna, towarzysz tego w skórzanej kurtce, przylizanego z wąsikiem. – Rzecz jest mianowicie w tym, i o to się właśnie tutaj ścieramy, czy możliwa jest jakakolwiek twórczość bez seksu? – Drugi mężczyzna miał kręcone rude włosy i brązową marynarkę.
– Jak to bez seksu?
– Ja też tak mówię! – entuzjastycznie zgodził się ze mną rudowłosy w brązowej marynarce. – Jak to bez seksu? Sam bym tego lepiej nie ujął. Wszystko, co żyje, uprawia seks. Wszystko, co żyje, pieprzy się na okrągło, że tak powiem, w dzień i w nocy, święci czy nie święci, twórcy czy nie twórcy. A jak sobie jeden z drugim zdrowo podupczy, to i pomysły ma lepsze.
– Jednakowoż – czarny wąsik napluł na rękę i przygładził włosy z tyłu – jak wytłumaczyć zjawisko celibatu w różnych kulturach? Dlaczego od zarania dziejów tak wysoko ceniono cielesną czystość, jeśli wolno się tak wyrazić, cnotę znamionującą religijnych mężów na przykład, a niekiedy wręcz i artystów? Jakie jest pana zdanie na ten temat?
Było coś podejrzanego w niesolidnym wyglądzie tych ludzi. Sposób ich mówienia był jakiś taki nieadekwatny. Co gorsza, koszyki mieli puste, chociaż stali obok regału z alkoholem.
– Z tego co wiem, to ci tam pustelnicy i zakonnicy nie byli tacy święci – zacząłem ostrożnie.
– Święta prawda! – poparł mnie rudowłosy, rozczochrany, nie dając mi skończyć. – Masz teraz! – zwrócił się do swojego przylizanego adwersarza. – Zawsze ci to powtarzałem. Erotyczne fantazje, zmazy nocne, a wreszcie i kozy. A niby tacy święci, uduchowieni. Pomyślałbyś, że taki nawet muchy nie ukrzywdzi, szarańczę tylko je, miód leśny popija, a tu się koza nawinie i on ją ten-tego. Powód? Celibat jest sprzeczny z naturą.
– Żadną miarą nie mogę się zgodzić z takim uproszczeniem! – energicznie sprzeciwił się czarny wąsik. – A sublimacja? Wielkie idee, sztuka, religia, miłość platoniczna z czego się wzięły? Z wyrzeczenia się seksu. Energooszczędna asceza kontra marnotrawny promiskuityzm, który mózg wyjaławia.
– Przeciwnie, to właśnie z tego, że jest seks, że pociupciać sobie można, rozładować napięcie, bierze się płodna myśl o sztuce, religii czy choćby rynkach kapitałowych – tutaj kręcony w brązowej marynarce znowu spojrzał na mnie.
– Ja nie wiem – powiedziałem.
– No, właśnie! Ten pan nie wie! – podsumował z triumfem rudy rozczochraniec, pokazując ciemno przylizanemu z wąsikiem palec wskazujący w górę. – I ja też nie wiem, czemu ty się tak upierasz przy swoim mniemaniu i nie chcesz uznać, że seks jest dźwignią postępu, żyznym podglebiem subtelnego piękna, które tylko na nim wyrosnąć może, jak kwiat na gnoju.
– Jak zawsze mylisz się całkowicie, ponieważ jest na odwrót. Niech tutaj obecny pan zaświadczy. Czy gdyby taki Petrarka mógł porządnie wychędożyć Laurę, czy gdyby ją grzmocił co noc w różnych pozycjach, nie wyłączając kontaktów analnych, które, jak wszyscy wiemy, lord Byron uwielbiał do tego stopnia, że żona od niego odeszła, przez co jakość jego pisania od razu się poprawiła, i gdyby ona, to znaczy Laura, robiła Petrarce loda dwa razy na tydzień, to czy on by dla niej sonety pisał? Co pan o tym sądzi? – zapytał mnie skórkowany.
– Ja bym nie pisał – powiedziałem.
– Ten pan by nie pisał! – rzucił zwycięsko przylizaniec do rozczochrańca, dziobiąc go palcem wskazującym w połę brązowej marynarki.
– Ten pan by nie pisał i ja bym też nie pisał. – Rudy w brązowej marynarce zgodził się, ale jakoś tak pokrętnie, dla pozoru i niezupełnie. – Natomiast Petrarka dlaczego tworzył? – kontynuował rudzielec. – Bo on chodził jak każdy przyzwoity człowiek do burdelu i tam z dziewkami wszetecznymi robił to, co by robił z wyidealizowaną Laurą, gdyby mógł. A jak już sobie ulżył, to wracał do domu i skrobał sonet 132, potem 133 i 134. Wszystkie trzy bardzo ładne, nota bene, a zaawansowana numeracja niech świadczy o tym, jak często nawiedzał domy rozpusty. Petrarka mógł pisać, bo się wyżył, bo się napatrzył na te wszystkie cipki włochate z małymi wargami albo dużymi, na te szparki i bruzdki, sromy, różyczki i kuciapki, na te piczki, brzoskwinki, norki i pochewki, i na te rozetki czekoladowe i na dziurki kakaowe. On się tam tak naciupciał, że już mu się tylko sonety pisać chciało i nic poza tym.
– Ja tu widzę, że zarysowało się porozumienie między panami – wtrąciłem szybko, bo już miałem tego dość. – Czyli tak. Z jednej strony Petrarka pisał, bo nie dymał, a z drugiej strony pisał, bo dymał – powiedziałem i oddaliłem się czym prędzej.
Wrzuciłem jeszcze paczkę herbaty i stanąłem przed kasą. Tam dopiero się zorientowałem, że na wina jest promocja. Za co najmniej trzy butelki przysługiwało siorbanie ptaka, a od pięciu pełny sztos. Sklepowe dawały na zapleczu, tam gdzie krojono mięso, tyle że na stojaka, bo ruch duży, a miejsca mało. Ptaki siorbano na siedząco, w takiej wnęce przy stoisku z garmażerką. Ale już mi się nie chciało wracać do regału z alkoholem po brakujące wino, bo w koszyku miałem tylko dwa. Żeby znowu tamci się przypieprzyli? Stare pedały. Prawda, byłbym zapomniał, czekały na mnie gimnazjalistki.
– Masz, wujek, szminkę?
– A lakier?
– Wszystko mam, ale najpierw dowód wdzięczności.
Podeszliśmy do samochodu. Gimnazjalistki oparły się na masce i zadarły miniówki. Wchodziłem w nie na zmianę. Raz w jedną szparę, raz w drugą. Zastanawiałem się, w której cipie się spuszczę. W prawej czy w lewej? W prawej czy w lewej? A! Jednak w prawej.
Dałem piczkom prezenty, wsiadłem do auta i ruszyłem do domu.
Po drodze zatrzymałem się jeszcze na stacji benzynowej.
– Jaka promocja? – zapytałem chłopaka w niebieskim uniformie, żeby znowu czegoś nie przegapić.
– Bezołowiowa 95. Minimum 10 litrów. Facetom robimy laskę, kobietom minetę.
– Kto robi?
– Ja robię kobietom, a dziewczyna facetom.
– Gdzie ta dziewczyna?
– Zachorowała. Tak że dzisiaj ja robię wszystkim.
Włożyłem pistolet do dziury i wlałem 10 litrów. Potem wsiadłem do wozu, a chłopak ukląkł i zrobił mi laskę.
– Lubisz tę robotę? – zapytałem, zapinając rozporek.
– Ujdzie – odpowiedział chłopak, wycierając usta chusteczką higieniczną. – Wolę robić kobietom, tylko że dzisiaj Eliza nie przyszła.
– Dużo kobiet chce?
– Jak kiedy. Nie narobię się.
– A facetów?
– Prawie każdy. To znaczy dzisiaj prawie każdy, bo jak jest Eliza, to każdy.
– Dupy też dajecie?
– Tylko za pełne tankowanie.
Podjechałem pod dom i znowu kilka minut manewrowałem, żeby się wcisnąć w jedno wolne miejsce od strony mojej klatki schodowej. „A czemu, Beniu, nie zaparkowałeś po drugiej stronie trawnika?” – zapytacie. „Tam było więcej wolnego miejsca. Pomyśl i gadaj”. A bo ja wiem? – odpowiadam. Co tu dużo gadać. Wszyscy tak robią i nikt nic nie mówi. Co ma tu myślenie do roboty?
– A ty myślisz, kurwa, że gdzie zaparkowałeś? – zapytał nagle jeden młody, chociaż stało czterech, jakby spod ziemi wyrośli.
– Tutaj. Pod domem – odpowiedziałem.
– Tutaj jest zarezerwowane dla inwalidy.
– Jakiego inwalidy?
– Tego. – Ten, co do mnie mówił, pokazał kciukiem byczka stojącego z tyłu, który się nie odzywał.
– Ale tu nie ma żadnego znaku.
– Ja ci dam znak! – krzyknął ten, co mówił, i zdzielił mnie pięścią w twarz. Jeszcze dwaj doskoczyli do mnie i zaczęli mnie we trzech bić. Osunąłem się na kolana i skuliłem, osłaniając głowę. Nie wiem, o czym myślałem. Czy to ważne, o czym człowiek myśli, kiedy go kopią? Jak już dostatecznie zmiękłem, to mnie trzej przygnietli twarzą do ziemi i ściągnęli spodnie. Ten czwarty, co się nie odzywał ani nawet nie bił, ten inwalida się znaczy, zerżnął mnie bez słowa.


piątek, 24 marca 2017

Bobby Fischer


Umarłem z powodu niewydolności nerek w Reykjaviku, gdzie przed laty pokonałem w pojedynkę Borysa Spasskiego i cały Związek Sowiecki, reprezentując w tym meczu siebie i tylko siebie, a nie Nixona, Kissingera i innych Żydów. Wcześniej w meczach rozgromiłem czołowych arcymistrzów świata. Moje partie są ozdobą wszystkich antologii gry szachowej.
Ale nie chcę się babrać w przeszłości. Szachy są skończone. Sowieci je zniszczyli. Karpow, Kasparow i inni Żydzi. Gdybym przeżył parę miesięcy więcej, skończyłbym tyle lat, ile jest pól na szachownicy.
Podtrzymuję to wszystko, co powiedziałem dla Radia Bombo na Filipinach. Atak na World Trade Center to cudowna wiadomość. Stany Zjednoczone są rządzone przez brudnych Żydów i trzeba je wymazać z powierzchni ziemi. Wszyscy w Ameryce powinni wrócić, skąd przybyli, a ziemię należy oddać Indianom. Rząd Stanów Zjednoczonych do spółki z Izraelem od lat terroryzuje i morduje Palestyńczyków, a mnie zawsze prześladowali i chcieli zabić.
Wtrącili mnie do więzienia i torturowali w Pasadenie pod grubymi nićmi szytym pretekstem mojego podobieństwa do sprawcy napadu na bank. A kiedy po dwudziestu latach postanowiłem bronić swojego tytułu w Jugosławii w meczu rewanżowym ze Spasskim, mimo sankcji nałożonych na ten kraj przez wysługujący się Żydom przestępczy rząd Busha, wydano nakaz postawienia mnie przed amerykańskim sądem, który skazałby mnie na więzienie i powolną śmierć.
Dlatego zamieszkałem w Japonii. Ale na polecenie Żydów z ambasady odebrano mi paszport i aresztowano na lotnisku w Tokio. Przez wiele miesięcy przetrzymywano mnie w areszcie, gdzie byłem najstarszym więźniem i cierpiałem na zawroty głowy, zanim mnie uwolniono i poleciałem do Reykjaviku.
Wszystkie te działania były nielegalne. Rzekome akta FBI, według których moim ojcem był węgierski Żyd Nemenyi, to spreparowane przez agentów fałszywki od początku do końca, nie ma tam ani jednego słowa prawdy. Mój ojciec na pewno był Niemcem. Moja matka, z którą zerwałem stosunki w wieku lat szesnastu, była pochodzącą z Polski Żydówką. Czego się można spodziewać po komunistce?
Ja nigdy Żydem nie byłem i wysłałem sprostowanie do Jerozolimy, aby mnie ze swojego spisu wykreślili. A jeśli i tego mało, to ich zapraszam do toalety, gdzie mogę pokazać, że nie jestem obrzezany.
Mówią, że kiedy dawałem indywidualne lekcje szachów i udzielałem konsultacji telefonicznych, co było moim źródłem utrzymania po tym, jak kierowana przez Żydów międzynarodowa federacja szachowa FIDE bezprawnie zabrała mi tytuł mistrza świata, to jednym z moich uczniów był Bob Dylan. Ja tego nie pamiętam, ale jeśli zapłacił dziesięć tysięcy dolarów, to możliwe. Mało mnie to interesuje, ja go nie słuchałem. Śpiewał beczącym głosem pokrętne teksty, jak to Żyd.
Podobno do tego samego liceum w Brooklynie chodziła Barbara Streisand. A co mnie to obchodzi. Niech nikt nie wymaga, żebym pamiętał wszystkie Żydówki, które nie umieją grać w szachy. Rzuciłem szkołę, kiedy zostałem arcymistrzem.
Jeśli chodzi o tamten test na inteligencję przeprowadzony przez władze oświatowe, o którym pisały gazety, gdzie uzyskałem ponad 180 punktów, to zupełnie tego nie kojarzę. Na pewno byłem inteligentniejszy niż ci wszyscy durnie.
Jak powiedziałem, nie czas wracać do tego, co minęło, ale odpowiem tym, którzy twierdzą, że głupio zrobiłem, nie broniąc tytułu mistrza świata na warunkach narzuconych przez Żydów z FIDE, sterowanych przez chcących mi odebrać tytuł Sowietów, gdy mi za grę oferowano dziesiątki milionów dolarów. Szachy to moje życie. Moje życie to nie geszeft.
A czy w rezultacie, gdybym się jednak zdecydował zagrać i wygrał mecz z Karpowem, co było rzeczą oczywistą, i został bohaterem narodowym, i promował szachy, i doszłoby do niespotykanego w dziejach boomu, i szachy by zyskały bogatych sponsorów, grałyby w tę grę miliony zdolnych dzieciaków, organizowano by wielkie turnieje, których za moich czasów było w Ameryce tyle co kot napłakał, to co z tego? I tak Żydzi najwięcej by na tym zyskali. Dlatego nie pytaj, co ja mogłem zrobić dla kraju, kiedy kraj nic nie zrobił dla mnie.
I jeszcze jedno. Nie podpisałem milionowego kontraktu reklamowego z firmą Coca-Cola, bo nie piję tego gówna. Niszczy szkliwo.
Skoro mowa o zębach, łatwo śmiać się tym wszystkim, na których myśli nikt nie chce wpływać, z tego, że kazałem sobie usunąć z zębów plomby, ponieważ w takiej plombie możliwe jest zamontowanie miniaturowego nadajnika, za pomocą którego ktoś mógłby kontrolować mój umysł. Nie wiem jak teraz, ale za moich czasów większość dentystów w Brooklynie była Żydami.

czwartek, 29 września 2016

Normalny człowiek Ricardo Nuevo


Nazywam się Ricardo Nuevo. Jestem zwyczajnym człowiekiem i kocham moją ojczyznę Hiszpanię. W swoim czasie skończyłem szkołę i podjąłem pracę. Ożeniłem się, mam dwoje dzieci. Jak na świadomego obywatela przystało, zaangażowany byłem w działalność polityczną i samorządową.
Jestem ponadto osobą wierzącą. Wierzę w Boga, który się składa z trzech osób: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Syn Boży przyszedł na świat urodzony przez dziewicę, która poczęła z Ducha Świętego. Będąc jednocześnie Bogiem i człowiekiem, Syn Boży wskrzeszał umarłych, przywracał wzrok ślepym, oczyszczał z trądu, zamieniał wodę w wino oraz rozmnażał parę bochenków chleba i dwie ryby, tak że tysiące ludzi się najadło.
W zeszłym tygodniu musiałem jechać do mechanika, bo coś się popsuło w moim samochodzie. Okazało się, że to wał rozrządu. Niedługo idę do banku, żeby uzgodnić warunki zaciągnięcia kredytu. Jak już mówiłem, jestem normalnym człowiekiem. Tak jak wszyscy potrzebuję pieniędzy.
Syn Boży został umęczony, jak oznajmia Pismo, które uważam za święte, albowiem wierzę, że zawiera słowo Boże. Śmierć Syna Bożego zmazała grzech popełniony przez Adama i Ewę, którzy zjedli jabłko z drzewa poznania i zostali za to wygnani z raju. Adama i Ewę stworzył Bóg. Adama ulepił Bóg z gliny i tchnął w niego życie, a Ewę zrobił z jego żebra. Bóg zwany Jahwe stworzył też z niczego niebo i ziemię, rośliny i zwierzęta. Potem Jahwe zesłał potop, z którego uratował się tylko Noe z rodziną, którzy wzięli na arkę nasiona roślin i po parze zwierząt. Wszyscy jesteśmy potomkami Noego z rodziną.
Hiszpania to piękna kraina, niebo jest przeważnie pogodne, dlatego odwiedza nas wielu turystów. Moja żona pracuje w przemyśle turystycznym, zeszły sezon był całkiem udany. Należy się modlić, aby następny nie był gorszy, bo czasy idą ciężkie.
Chodzę do świątyni w niedzielę i święta, gdzie się modlę do Boga, ponieważ wierzę, że wszechwiedzący Bóg mnie słyszy i spełni moje prośby. Proszę Boga o pomoc w rozwiązaniu życiowych problemów i osiągnięcie sukcesu oraz o zdrowie dla mnie i moich bliskich. Zdrowie jest dla mnie najważniejsze i moja rodzina. Kiedy mnie złapie grypa, wtedy czuję się fatalnie. Mam gorączkę, łamie mnie w kościach. Żona też się źle czuje, kiedy jest chora. Ostatniej zimy udało nam się uniknąć grypy, gdyż się zaszczepiliśmy. Złapałem tylko lekkie przeziębienie. Przez dwa dni ciekło mi z nosa, kichałem, a potem mi przeszło, gdy wziąłem aspirynę i dobrze się wygrzałem. Żona nawet przeziębienia nie miała.
Często przyjmuję komunię świętą. Wierzę, że w małym opłatku jest obecny Bóg i że jego zjedzenie zbawi moją nieśmiertelną duszę. Albowiem w czasie nabożeństwa opłatek staje się ciałem Boga. Tak samo obecny jest Bóg w winie, które w czasie obrzędu zamienia się w krew Boga. Krew Boga pod postacią wina pije kapłan. Ja tylko jem ciało Boga pod postacią opłatka. Dlatego wierzę, że po śmierci zmartwychwstanę, zostanę zbawiony i będę żył wiecznie w niebie. Gdybym został potępiony, musiałbym przeżywać wieczne męki w piekle. Wierzę, że zostałbym potępiony za to, że nie wierzę w Boga ani w te rzeczy, które wcześniej wymieniłem, a w które oczywiście wierzę. I wierzę, że wszyscy ci, którzy wierzą w to, co ja wierzę, zostaną zbawieni i będą żyli wiecznie w niebie, a ci, którzy nie wierzą w to, co ja wierzę, nie zostaną zbawieni i nie pójdą do nieba.
W pracy staram się robić, co do mnie należy. Opracowuję dokumenty, piszę raporty, załatwiam różne sprawy. Posługuję się telefonem, drukarką i komputerem. Wysyłam i przyjmuję pocztę elektroniczną, jak to w biurze. Jestem zwykłym, normalnym człowiekiem i cieszę się, kiedy awansuję i dostanę podwyżkę.
Ochrzciłem swoje dzieci jako niemowlęta, ponieważ wierzę, że polanie wodą głowy przez kapłana i wypowiedzenie odpowiednich słów odpuszcza grzechy. W przypadku moich dzieci, był to grzech pierworodny, to znaczy ten, który popełnili Adam i Ewa, bo zarówno mój syn, jak i córka byli za mali, żeby mieć inne grzechy. Później dopilnowałem, żeby poszli do pierwszej komunii i bierzmowania. Teraz studiują. Syn nauki polityczne, a córka zarządzanie. Modlę się do wszechmocnego Boga, żeby skończyli studia i dostali dobrą pracę. W Hiszpanii jest duże bezrobocie, zwłaszcza wśród młodych.
Modlę się też do świętych. Klękam przed obrazami i figurami i proszę świętych o wstawiennictwo. Wierzę, że święci są obecni i mnie słyszą, więc wyproszą dla mnie łaskę u Boga.
Co jeszcze? Właściwie niewiele mógłbym dodać. Jestem zupełnie normalny, taki jak inni ludzie. Jem, śpię, korzystam z łazienki. W wolnych chwilach czytam gazety i oglądam telewizję, ale ostatnio znowu odezwała się we mnie żyłka społecznikowska. Aktywnie działam w organizacji zwalczającej groźne sekty religijne, zwłaszcza tak zwany „kościół” scjentologiczny.
Według scjentologicznej doktryny 75 milionów lat temu kosmiczny baron zwany Xenu celem rozwiązania problemu przeludnienia na planetach, którymi władał, uśpił żyjące tam istoty i wysłał w statkach kosmicznych na ziemię, gdzie odpalił bomby wodorowe, powodując hekatombę. Eksplozja uwolniła dusze tych istot, zwane tethanami, które wcieliły się w ocalałe z pogromu ciała. Jeszcze przed hekatombą Xenu dokonał tethanom implantu błędnych wiadomości i wyobrażeń. Przedtem tethany były potężne i mogły sobie wszystko stworzyć. I to my według tej sekty jesteśmy tymi błędnymi tethanami, które po śmierci szukają innego ciała. Ale ostatecznie możemy się wyzwolić z mistyfikacji, które nam indoktrynował Xenu i ponownie osiągnąć nasz pełny potencjał.
Prawdopodobnie sekciarze stosują hipnozę i środki psychotropowe, aby szerzyć te wierzenia, których normalny człowiek by nie przyjął.


piątek, 2 września 2016

Poradnik dla dziennikarzy i redaktorów


Wybrane przez ciebie kłamstwa, mity i insynuacje tytułuj: „Cała prawda o…”

Nie pisz, że zawodnik wygrał, tylko: zdemolował, rzucił na kolana, rozstrzelał lub upokorzył rywala.

Nie pisz, że drużyna przegrała mecz, tylko: poległa.

Mów, że nasz zawodnik miał pecha, bo przeciwnik był lepszy.

Strzelenie gola w meczu piłkarskim nazywaj niebem, a stratę bramki piekłem.

Dobrym sportowym tytułem jest: „Bayern rozstrzelał Borussię”.

Kiedy ktoś przeciwko czemuś występuje, mów, że idzie na wojnę. Mniej istotną polemikę nazywaj wojenką.

Nie pisz, że pewni ludzie krytykują ministra. Pisz: minister w ogniu krytyki.

Posługuj się następującymi nagłówkami: złe wieści, fatalna wiadomość, koszmarna informacja, czarna seria, gigantyczne problemy, wpadka, awantura, chaos.

Używaj takich słów jak: szokujący, skandal, zdumiewający, zaskakujący, nieoczekiwany.

Zamiast słowa duży, stosuj gigantyczny, zwłaszcza kiedy mowa o tym, co niekorzystne.

Jeżeli podajesz informację o czymś, o czym wszyscy ludzie, którzy nie są ostatnimi analfabetami, wiedzą od dawna, pisz: „Okazało się, że…” albo „Wreszcie wiemy dlaczego…”

Pamiętaj: wszelka wiedza ma najwyżej dwa dni, a pojutrze znowu jej nie będzie.

Wywiadowi z pisarzem, który mówi, że nie jest drugim Danem Brownem, daj tytuł: „Drugi Dan Brown”.

Stwierdzaj, że Heather Gudenkauf to nowa Jodi Picoult. Nawet się dobrze składa, że te nazwiska nikomu nic nie mówią, bo za pół roku podasz inne i każesz zapomnieć o poprzednich.

Komentarze, oceny i analizy opieraj na założeniu, że świat powstał w tym roku, najpóźniej w zeszłym. Przedtem nie było ziemi, panowała ciemność i wi-fi unosiło się nad wodami.

Pod artykułem o wadach pracy w korporacji umieść link do poradnika, jak dostać pracę w korporacji.

Artykuł o szkodliwości napojów energetyzujących powiąż z wyskakującą reklamą napoju energetyzującego.

Przedstawiaj to, co robi i myśli większość, używając formy „my”. Na przykład: jutro obchodzimy święto takie a takie (a nie: ludzie takiej to a takiej religii obchodzą takie to a takie święto).

Podawaj zawiłe wierzenia jako proste fakty. Nie mów, że pewni ludzie wierzą, że dokonał się cud za sprawą osoby, którą ci ludzie uznają za świętą. Mów: święty dokonał cudu.

Używaj jak najmniejszej liczby tych samych słów dla nazwania jak największej liczby różnych zjawisk. Na przykład „wpadka” i „robi wrażenie” albo „hit” i „kit”.

Informacje o katastrofach w różnych zakątkach świata, w których zginęło wielu ludzi, kończ zdaniem: wśród ofiar nie było Polaków.

Wiadomość o tym, że w zamachu zginęli tylko Niemcy i Francuzi podsumowuj zdaniem: Mieliśmy szczęście.

Zamachy terrorystyczne na świecie, który powodują ogrom ofiar i niewyobrażalną tragedię, komentuj w ten sposób: Polska jest bezpieczna.

Przy każdy wydarzeniu pytaj stojącego najbliżej gapia o to, co eksperci będą wiedzieli dopiero po długich badaniach z wykorzystaniem specjalistycznej aparatury.

Głupia opinia i fałszywa informacja teraz jest więcej warta niż sensowna opinia i rzetelna informacja później.

Dziw się naiwności emerytowanego profesora, który wpłacił oszczędności swojego życia oszukańczemu funduszowi inwestycyjnemu. Oszusta, który wyłudził pieniądze, przedstawiaj jako spryciarza.

O złapanych przez policję złodziejach, oszustach i bandytach mów, że mieli pecha i że zabrakło im szczęścia.

Fakt zabicia człowieka dla stu złotych (mocno akcentuj słowa „stu złotych”) nazywaj odrażającą zbrodnią. W przypadku zabicia człowieka dla miliona złotych, pomarz sobie głośno, co za te pieniądze można kupić.

Kiedy premier rządu wraca ze spotkania przywódców państw, obradujących nad tym, jak zaradzić zagrażającym życiu na ziemi zmianom klimatycznym, napisz, że premier osiągnął w tych negocjacjach sukces i Polska nie będzie musiała redukować emisji dwutlenku węgla.

Opublikuj zdjęcie piosenkarki z mokrą plamą na spódnicy i podpisz: Czar prysł.

Pod zdjęciem patykowatych kończyn wychudzonej prezenterki umieszczaj podpis: Co za nogi!

Wyretuszowaną fotografię pospolitej twarzy celebrytki opatrz komentarzem: Wygląda obłędnie.

Pod archiwalną fotografią przedstawiającą chłopa pośród łanu żyta daj podpis: sianokosy.

Kiedy mówisz o złych zjawiskach, używaj zwrotu: nie zabraknie. Kiedy mówisz o czymś dobrym, zaczynaj od zwrotu: nie możemy narzekać. Zamiast słowa dobry stosuj nienajgorszy.

Każda wiadomość, dobra czy zła, niech się opiera na negacji, w miarę możliwości na kilku negacjach, i zaczyna od partykuły „nie”.

Na przykład: nie zabraknie korków i utrudnień, nie zabraknie gwałtownych burz z trąbami powietrznymi; nie możemy narzekać na brak słońca, nie uciekniemy przed poprawą pogody.

Jeżeli czegoś dobrego jest dużo, używaj sformułowania "klęska urodzaju".

Nie zastanawiaj się, co zrobić, żeby poprawić złą sytuację, i nie pytaj o to. Interesuj się tylko jednym: kto jest winien temu, że jest źle.

Zawsze cytuj wypowiedzi znanych osób, jedź do nich z całą ekipą na drugi koniec miasta, mimo że nie wiedzą o sprawie, o którą pytasz, więcej niż ktokolwiek inny.

Wobec kobiet, które pokazują okolice genitaliów, używaj słów: odważne, mocne.

Jeżeli ktoś się wypowiada na jakiś temat później niż 24 godziny po zdarzeniu, napisz, że przerwał milczenie.

Wypowiadaj się tak, jakbyś był członkiem partii, którą popiera gazeta, radio lub telewizja, dla której pracujesz. Powtarzaj to, co władze tej partii każą mówić swoim członkom na konferencjach pasowych, tylko dobitniej, agresywniej i bez żadnych hamulców.

Przedstawiaj opinie partii, z którą sympatyzujesz, tak jakby to były fakty.

Nie mów, że „polityk X z partii Y bez podania dowodów twierdzi, że wybory zostały sfałszowane”, tylko: „Wybory zostały sfałszowane”. W telewizji publicznej możesz dodać na końcu znak zapytania: „Czy wybory zostały sfałszowane?”

Jeżeli w czyimś życiu było dużo przemocy, seksu, narkotyków, więzienie i okrutna śmierć, powiedz, że to dobry materiał na film albo powieść.

Powtarzaj, że Polska może przyjąć pewną niewielką liczbę uchodźców z Syrii, Iraku, Jemenu i krajów afrykańskich, ale pod warunkiem, że będą Polakami i katolikami.

Kiedy osłabi się rubel w stosunku do euro i dolara i mniej Rosjan niż przed rokiem wykupi wakacje na Wyspach Kanaryjskich, Lazurowym Wybrzeżu i w szwajcarskich Alpach, napisz, że Rosjanie nie wypoczną.

Kiedy głupkowata wypowiedź polityka powoduje wyrojenie się kretyńskich komentarzy na Facebooku i Twitterze, używaj sformułowania: w sieci zawrzało.

Pisz, że aktorka umarła, bo przegrała walkę z rakiem.

Pisząc o gospodarce, pamiętaj, że ci, co kupują twoją gazetę, chcieliby lepszych dróg, lepszych szkół, lepszych szpitali, stadionów, lotnisk, dworców kolejowych, profesjonalnej policji i dobrze działających sądów, ale nie chcą płacić podatków.

Zważ, że reklama rządzi się swoimi prawami. Promocyjna obniżka cen mięsa wskazuje na to, że zaczął się Wielki Post.

Zamieszczaj sondaże. Jak najwięcej sondaży. Według sondażu Związku Hodowców Koni ponad 50% ludzi chciałoby dostać na Gwiazdkę konia.

Zaraz po politykach na drugim miejscu czytaj i słuchaj innych dziennikarzy. Mniej więcej połowę tego, co piszesz w gazecie lub tygodniku, powinno stanowić komentowanie tego, co piszą w innej gazecie lub tygodniku.

Szperaj w sieci. Może natrafisz na internetowe wydanie gazety polonijnej z Chicago, w której z okazji polskiego święta narodowego wzywa się polonusów do wywieszenia biało-czerwonej flagi na domach publicznych i własnych interesach.

Utrzymuj, że w Jedwabnem źli Niemcy podjudzili dobrych Polaków przeciw Żydom. Materiał opraw muzycznie przebojem Czesława Niemena „Płonąca stodoła”:

Mówią, płonie stodoła, płonie aż strach, aż kurzy się z niej.
Trzeszczy wszystko dokoła, ściany i dach, gorąco, że hej.
Pobiegnij tam do niej, szkoda czasu, bo
stodoła płonie a w niej ludzie jacyś są.
Sołtys chyba już zwołał prawie pół wsi, pomagaj i ty.
Płonie stodoła, alarm trwa, więc myślę, a niech,
dlaczego właśnie ja miałbym brać dudy w miech?


czwartek, 11 sierpnia 2016

Odpłata

W hołdzie Władysławowi Pasikowskiemu

Jesienny wieczór. Pada deszcz. Mokry asfalt odbija światła przejeżdżających samochodów. Kiwają się wycieraczki na przednich szybach. We wnętrzu eleganckiej kawiarni mężczyzna i kobieta siedzą przy oknie i rozmawiają.

Franek: Ty w sumie fajna dupa jesteś i bardzo chcesz się ze mną pieprzyć. Przyznaj się, kurwa.
Aniela: A czy ty glina jesteś, że mi robisz przesłuchanie? To lepiej od razu mnie zbij.
Franek: Co ty wiesz o zabijaniu.
Aniela: Mówiłam zbij, nie zabij.
Franek: Zbij? Nie tak szybko. A buzi to gdzie? Najmocniejsze pieszczoty na końcu.
Aniela: Wal się, człowieku, z twoimi pieszczotami.
Franek: Nie będę walił siebie, jak mogę ciebie.
Aniela: Problem w tym, że nie możesz.
Franek: Bolo mi przeszkodzi? Odstrzelę mu łeb z mausera 7,8 mm. Razem z jajami.
Aniela: Nie odstrzelisz. Prędzej on ci łeb ukręci. Przy samej dupie.
Franek: Mnie? Przy samej dupie? Ty chyba mnie nie znasz, kurwa.
Aniela: Znam cię, Franek.
Franek: Skąd?
Aniela: A kto cię nie zna, Franek? Każdy cię zna.
Franek: Ja też cię znam. Dlatego będę cię pieprzyć.
Aniela: Tobie się tylko wydaje, że mnie znasz, ale ty mnie jeszcze nie znasz. Jak mnie poznasz, to pożujesz, że mnie znałeś.
Franek: Bo ty zła kobieta jesteś?
Aniela: Twoja żona zła kobieta była. Zapomniałeś?
Franek: Zabrała mi wszystko oprócz wspomnień.
Aniela: Jakich wspomnień?
Franek: Nie pamiętam. To jak z nami będzie?
Aniela: Czemu ci na mnie tak zależy?
Franek: Bolo pierdolił mi kobietę. Teraz ja będę pierdolił jemu kobietę.
Aniela: Po co?
Franek: W imię zasad.
Aniela: Posłuchaj mnie uważnie. O, tu, patrz mi na usta, Franek, nie na cycki. Dasz forsę, to będziesz mnie miał, nie dasz – to trzep się lewą ręką.
Franek: To ty kurwa jesteś, że dajesz za forsę?
Aniela: Kurwa tobym dopiero była, jakbym się dała przelecieć za darmo takiemu skurwysynowi jak ty.
Franek: Ile chcesz?
Aniela: Dużo, Franek.
Franek: Gdzie przyjść z forsą?
Aniela: Do mnie. Zadzwonię, jak Bolo wyjedzie. Wtedy ty przyjedziesz z walizką.

Wczesne jesienne popołudnie. Dwaj mężczyźni rozmawiają na terenie opuszczonej fabryki. Wkoło zamglone pola. Za ruinami fabryki, które zdążyły porosnąć chwastami, widać bezlistne drzewa, skąd dochodzi krakanie wron. Mężczyźni trzymają ręce w kieszeniach, kołnierze kurtek podniesione.

Franek: Pożycz forsę, Bolo.
Bolo: Ile potrzebujesz?
Franek: Dużo.
Bolo: Tyle nie mam.
Franek: Nie pierdol.
Bolo: Co znaczy – nie pierdol. A po co mam kobietę?
Franek: Nie pierdol, że nie masz forsy.
Bolo: Na co ci aż tyle?
Franek: Jest interes do zrobienia. Tylko trzeba mieć walizkę siana.
Bolo: A wiesz, że ci pożyczę? Bo ty kolega jesteś. Czekałeś na mnie, jak wyszedłem.
Franek: Co ty, pedał jesteś, kurwa?
Bolo: Kolega jestem, Franek. Twój kolega.

Jesienny ranek. W sypialni luksusowej willi leżą nago w łóżku mężczyzna i kobieta. Szare światło prześwituje przez żaluzje. Mężczyzna pali papierosa.

Franek: Co zrobisz z forsą?
Aniela: Odłożę na czarną godzinę. Chcę odejść od Bola.
Franek: Odejść od Bola? Pojebało cię?
Aniela: Muszę mieć coś na dobry początek, jak mnie rzuci. Znudzę mu się. Niedługo będę stara.
Franek: Ile masz lat?
Aniela: Siedemnaście.
Franek: Ty faktycznie już stara dupa jesteś.
Aniela: Nie chce mi się z tobą gadać, Franek.
Franek: Chyba pójdę. Co tu będę tak leżał.

Franek wsiada do samochodu i dzwoni do Bola, który wraz z obstawą wraca do domu po zainkasowaniu opłat za ochronę restauracji w sąsiednich miejscowościach.

Franek: Słuchaj, Bolo, z tym interesem to mi nie wyszło. Chcieli mnie wyrolować. Wycofałem się w porę.
Bolo: Kiedy szmal oddasz?
Franek: Zawiozłem walizkę do ciebie. Twoja kobieta odebrała.
Bolo: W porządku. Jesteśmy kwita.
Franek: Tak, Bolo, jesteśmy kwita.

piątek, 15 lipca 2016

Wice Wersal


I wszystko można! Ateistę można obrazić, można kłamać, manipulować. Laickie instytucje można sponiewierać. Gdzie są ci parlamentarzyści!? Gdzie są te samorządy?! Gdzie są ci rządzący?! A rządzący to zgraja bandytów. Trzeba bronić świeckości i ateizmu! Oni chcą ateizm zniszczyć.
W piątek wieczorem idziemy i nagle mówią: uwaga, kamera z tyłu! Późno w nocy przybiegli, podchodzę – Telewizja Trwam! Patrzę i mówię: słuchaj, tego się uczyłeś w państwowej uczelni z moich podatków? Po licencjacie w państwowej uczelni jeden do Trwam poszedł, drugi do Radia Maryja poszedł, trzeci do Naszego Dziennika. Wiecie jak to boli, jak ktoś zdradza? Ale na szczęście tylko trzech.
A to, co dzisiaj się stało, to jest skandal. Nie nazywajmy tego inaczej. To są osoby publiczne, reprezentanci świeckiego państwa, a biorą udział w jakimś zgromadzeniu religijnym. Nie nazywajmy nigdy, że szambo jest perfumerią.
Czy ja mam milczeć za tę cenę, że nie będą mnie opluwać? Chociażby mnie opluwali nie wiem jak, chociażby nie wiadomo co mi robili, będę mówić głośno, że nie ma żadnego Boga, przyjacielu kochany. Wytrwajmy, żebyśmy prawdę mówili każdemu z miłością.
Oni zawsze kłamią na temat Boga, bo przecież Boga nie ma, a więc wszystko, co o nim mówią, jest łgarstwem. A teraz jest pokaz tego krętactwa przez media, które kłamią dla oglądalności. Reklamy sprzedawać przed programami religijnymi i filmami o proboszczu. Jak tak patrzę, czy to nie jest bolesne, jak widzę, jednego niewierzącego, który mówi prawdę, ukamienowali, drugiego, trzeciego.
A jak będziemy słuchać takich wiadomości w telewizorze, to trzeba sobie przypomnieć jedno ze stanu wojennego, i mówcie innym: „Chcesz dostać bzika, słuchaj dziennika”. Tak żeśmy mówili! I tak samo teraz ta walka z ateizmem to jest walka z narodem, to jest jego ogłupianie, żeby go sprzedać Watykanowi, to trzeba widzieć. Oni chcą Państwo Kościelne wprowadzić bez granic.
Ja już nie mogę się na to wychowanie seksualne patrzeć. I popatrzcie, jak ono jest wprowadzane. Rękami wierzących jest wprowadzane, chociaż większość nie wierzy. Ani o antykoncepcji, ani o aborcji, ani o in vitro mówić nie wolno. To już nic nie wolno w świeckim kraju?
Ja tego nie biorę do ręki, Naszego Dziennika nie biorę nigdy do ręki – musiałbym się myć. Nie wiem, czy bym się wymył. Tak samo nie biorę niektórych innych gazet do ręki, to by mi ubliżało.
Ja wiem, że w telewizji jest teraz wiele bajek. Ale one są wymysłem ludzi religii, i prowadzą prosto ku zatraceniu rozsądku. Oto jedna ze stacji emituje bajkę o księdzu. Postać ta jest wyraźnym symbolem zboczenia. Po pierwsze jest czarna, kolor magii czarnoksięskiej, po drugie robi znaki prawą ręką, a to przecież ich symbol. Po trzecie, nosi coś w rodzaju sukienki jak zboczeńcy.
Kto myśli na rok do przodu – sieje zboże, na dziesięć lat – sadzi las, daleko w przyszłość – kształci i wychowuje dzieci i młodzież bez religii.
Religijne media niszczą kulturę świecką.
Nie słuchajcie żadnych kłamstw. Kłamstwa religijne są bardzo nudne.
Pan prezydent przeciw eutanazji? Ty wiedźminie! Ja ci dam! Jak skazywać ludzi na cierpienie, na tortury, to sam się podstaw pierwszy.
Prawda nas wyzwoli i uratuje. Mówmy prawdę zawsze, że Boga nie ma.
U nas media serwują głównie niską kulturę religijną, wręcz tragiczną! A ludzie to oglądają, i choć są przeważnie niewierzący, nie przeszkadza im ten styl wulgarny dla rozumu i niekiedy nawet nieprzyzwoity!
Szkoda, że nie ma takiej partii rzeczywiście antyklerykalnej, bo nie widać tego. Nie widać tego. Nie widać.
Za mówienie prawdy się nie przeprasza, nie może być obrażania uczuć religijnych.
Ze strony ludzi niewierzących były takie gesty, które ludzie odczytywali jako poparcie dla religii. I tego nie robili ateiści szeregowi, tylko wyżsi. Niech uderzą się w piersi.
Uniwersytety laickie bardzo rzadko są już laickie. Wszędzie teologia i inne pseudonauki.
Ale ci ludzie chodzący do kościoła nieraz, przystępujący do komunii, tak są głupi, że przechodzi ludzkie pojęcie.
Hitler wierzył w Boga. Hitler mówił: Gott mit uns. Stalin był w seminarium duchownym. Chciał zostać księdzem czy popem. O tym trzeba przypominać.
Działania dziennikarzy religijnych są podobne do praktyk Lenina i Goebbelsa.
Panie marszałku i inni posłowie, ludzie niewierzący wam zaufali. Ale wy wiedzcie o tym, że prawdziwi ateiści was wyplują, jeśli ich zawiedziecie.
Wierzący pokazują palcami, jakim ja samochodem jeżdżę. A niby czym mam jeździć? Na krowie mam jeździć? A oni zazdroszczą. To nie marnować czasu na modlitwy i obrzędy, nie wysiadywać po kościołach jak stare baby, tylko do roboty się wziąć i zarabiać. Nie ora, tylko labora. I do przodu.
Watykan domaga się swobody działania w naszym kraju, eksterytorialnego korytarza dla swoich religijnych interesów żąda. A nikt w rządzie nie protestuje.
Trzeba ze swojego rozumu wyciągnąć, jak ktoś ma w głowie telewizor, to wyciągnąć go, koniecznie operację zrobić. Jak będzie porządna telewizja, to tak, ale telewizorni religijnej nie oglądać. Z dala od tego. Patrzcie się, czyje to jest. To jest najgorszej prawicy prokościelnej. Zawłaszczyli i rządzą tym. Teraz idą te wybory i nie ukrywam, że się martwię trochę. Bo przecież nie wszyscy ludzie mają rozum, tylko tam właściwie coś gąbczastego od tej telewizorni i tej propagandy religijnej.

czwartek, 23 czerwca 2016

Job


A pewnego dnia przyszedł Szatan, aby stanąć przed człowiekiem. Rzekł mu człowiek: „Skąd przychodzisz?” A on odpowiadając rzekł: „Okrążyłem niebiosa i zlatałem je”. I rzekł człowiek do niego: „A zwróciłeś uwagę na Boga mego, że nie masz podobnego jemu, dobrego i miłosiernego, a ludzi miłującego?” Odpowiadając mu, Szatan rzekł: „Czyż darmo Bóg ludzi miłuje? Czy i oni go nie miłują? Czy nie oddają mu czci i nie strzegą przykazań jego, i od zła odstępują? Ale gdy zwrócą serca swe ku złemu i napełnią ziemię złością, czy nie wygładzi Bóg ludzi, których stworzył, z oblicza ziemi, od człowieka aż do bydląt, od ziemiopłazu aż do ptactwa powietrznego, bo mu żal będzie, że je uczynił?” I rzekł człowiek do Szatana: „Oto napnę wszystką myśl serca ludzkiego ku złemu po wszystek czas”.
I ziemia skaziła się przed Bogiem i napełniła nieprawością. A gdy ujrzał Bóg ziemię skażoną, ruszony boleścią przywiódł wody potopu na ziemię i wytracił wszelkie ciało, w którym był duch żywota pod niebem. Człowiek zaś znalazł łaskę przed Bogiem i Bóg kazał mu uczynić korab z drzewa heblowanego i wnijść do korabia jemu i synom jego, żonie jego i żonom synów jego. I ze wszech zwierząt zabrać po dwoje: samca i samicę. Z ptactwa powietrznego, i z bydła, i ze wszystkiego ziemopłazu, aby mogły żyć. A gdy osechł wierzch ziemi, kazał Bóg wynijść z korabia człowiekowi i żonie jego, synom jego i żonom synów jego, i wywieść kazał wszystkie zwierzęta, aby rósł człowiek i mnożył się na ziemi. I rzekł Bóg, że więcej nie będzie przeklinał ziemi dla ludzi, zmysł bowiem i myśl ludzka skłonne są do złego od młodości. I przyrzekł Bóg człowiekowi, że nie pobije więcej wszystkich istot żyjących, a po wszystkie dni ziemi siew i żniwo, zimno i gorąco, lato i zima, noc i dzień nie ustaną.
I stało się, że dnia jednego stanął Szatan przed oczyma człowieka. Człowiek rzekł do Szatana: „Skąd przychodzisz?” A on odpowiadając rzekł: „Okrążyłem niebo i zlatałem je”. I rzekł człowiek do Szatana: „A przypatrzyłeś się Bogu memu, że mu nie masz podobnego, dobrego i miłosiernego, a ludzi miłującego? A tyś mnie pobudził do złego, żebym go utrapił bez przyczyny”. Odpowiadając mu, Szatan rzekł: „Skórę za skórę, i wszystko, co Bóg ma, da za życie Syna swego. Ale wyciągnij rękę twoją i zgładź Syna jego, a wtedy ujrzysz, czy ci błogosławić będzie”. I rzekł człowiek do Szatana: „Oto umęczę Syna jego i pogrzebię go”.
A wtedy pochwycili ludzie Syna Bożego, pluli na oblicze jego i bili go pięściami, a inni policzki w twarz mu dawali. I związawszy, wtrącili go do więzienia. A gdy rzekł im człowiek: „Cóż tedy mam uczynić z nim?” Mówią wszyscy: „Niech będzie ukrzyżowany”. Wtedy rozebrawszy go, włożyli nań płaszcz szkarłatny, i uplótłszy koronę z ciernia, włożyli na głowę jego i trzcinę w prawicę jego. I plując nań, brali trzcinę, i bili go po głowie. I dali mu pić wino zmieszane z żółcią, a gdy skosztował, nie chciał pić. A ukrzyżowawszy go, rozdzielili szaty jego, rzuciwszy los. Przechodzący zaś obok, bluźnili mu. Także i złoczyńcy, którzy byli z nim ukrzyżowani, urągali mu. I jeden ze stojących pobiegł, a wziąwszy gąbkę, napełnił octem, i włożył na trzcinę, i dawał mu pić. A Syn Boży, zawoławszy wielkim głosem, oddał ducha. Gdy zaś nastał wieczór, człowiek wziąwszy ciało, owinął je w czyste prześcieradło, i położył je w nowym grobie. I przywalił do drzwi grobu kamień wielki, i odszedł. Lecz Bóg wskrzesił go z martwych dnia trzeciego i stał się Syn Boży odkupicielem wszystkich ludzi i ofiarą przebłagalną za ich grzechy.
I ponownie się stało, że Szatan przyszedł do człowieka. Człowiek rzekł do niego: „Skąd przychodzisz?” A on odpowiedział mu: „Okrążyłem niebiosa i zlatałem je”. Rzekł człowiek do Szatana: „A czy dobrze się przyjrzałeś Bogu memu, który tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby wszelki, kto wierzy weń, nie zginął, ale miał życie wieczne?” Odpowiadając mu, rzekł Szatan: „Wszystko Bóg przebaczy temu, kto w niego wierzy, i wszelką ofiarę dla człowieka poniesie. Ale przestań weń wierzyć, a ujrzysz, czy cię miłować będzie”. I rzekł człowiek do Szatana: „Oto będę niewierzący”.
I ludzie więcej nie wierzyli w Boga. Nie dlatego, aby wypróbować jego cierpliwość. Świat się cywilizował, nauka i edukacja czyniły postępy, ludzie stawali się coraz inteligentniejsi i zamożniejsi, rozwijał się racjonalizm, mity traciły użyteczność. Czy Bóg ich nadal kochał? Czy w ogóle możliwe jest, aby Bóg przestał kochać człowieka, którego uczynił istotą rozumną, tylko dlatego, że ten nie wierzy w jego istnienie, a wierzyć nie może, ponieważ wiara w Boga jest sprzeczna z rozumem i wiedzą naukową? Trudne pytanie dla racjonalisty, zwłaszcza takiego, który chce być zbawiony.
Tylko Szatan umiałby logicznie odpowiedzieć, ale on też jest urojeniem.